niedziela, 23 lutego 2020

Bajka o wygranym meczu

Pewnego razu, w całkiem przeciętnej miejscowości, trenerzy dwóch klubów umówili się na mecz sparingowy. Drużyny Biała i Niebieska miały spotkać się w sobotę, w samo południe. Zawodnicy obu zespołów, od kilku tygodni z niecierpliwością czekali na ten sparing i większość z nich nie mogła się już go doczekać.

Drużyna Biała, składała się w większości z utalentowanych zawodników i reprezentowała największy klub z wielkiego miasta, Niebieska była dumą mniejszej miejscowości, a jej najlepszym zawodnikiem był Janek, który potrafił z piłką zrobić dosłownie wszystko. Koledzy wiedzieli, że mając go w swojej drużynie są w stanie wygrać praktycznie każdy mecz. Od wiosny oba zespoły miały spotkać się w lidze i trenerzy postanowili sprawdzić możliwości swoich podopiecznych i przy okazji zobaczyć jaki poziom prezentują rywale.

Kilka dni przed meczem, kilku rodziców wraz z zawodnikami z Białej drużyny umówiło się w centrum handlowym, żeby kupić nowe korki, które pomogą im pokonać drużynę Niebieską. Chłopcy wybrali najnowszy model, który gwarantował lepszą przyczepność do podłoża i bardzo dobrze przylega do stopy. Do tego nowe buty prezentowały się niezwykle okazale.

Wreszcie nadeszła długo wyczekiwana sobota. Biała drużyna sprawnie zapakowała się do klubowego busa i wyruszyła do oddalonej o kilka kilometrów miejscowości. W busie panował radosny nastrój, wiedzieli że jadą po pewne zwycięstwo.

Na boisku drużyny Niebieskiej już od rana trwały przygotowania. Rodzice Niebieskich postanowili ciepło przyjąć gości. Mamy upiekły pyszne ciasta, przygotowały termos z herbatą, a jeden tata perfekcyjnie przygotował murawę i namalował nowe linie na boisku. Dla Niebieskich było to w końcu nie lada wydarzenie, wreszcie będą mieli okazję spotkać się z Białą drużyną, o której dużo już słyszeli.

- Zagramy dziś nowymi piłkami, pomyślał trener Niebieskich, w końcu takie mecze nie zdarzają się codziennie. Spojrzał na listę powołanych zawodników i lekko się zmartwił... Wiedział, że mama jego najlepszego zawodnika - chorowała od pewnego czasu, a Janek jest jej jedynym pomocnikiem w domu, ponieważ mieszkają tylko we dwoje. Będzie ciężko wygrać ten mecz bez Janka jeśli dziś nie przyjedzie, pomyślał trener i mimo święta, które za chwilę miało się odbyć w klubie na jego trenerskiej twarzy nie chciał zagościć uśmiech.

- Janku, wiem że dziś macie ważny mecz, ale mam do ciebie prośbę - powiedziała mama chłopca, patrząc na syna, który właśnie pakował błękitny strój piłkarski. Tak mamo? - Pobiegniesz do apteki po moje lekarstwo? Ciężko mi wstać z łóżka i sama nie dam rady. - Pewnie mamo, jak chcesz to zostanę z tobą, to ważny mecz, ale jestem pewny, że trener zrozumie moją nieobecność, ostatnio dużo rozmawialiśmy i zna naszą sytuację. - Wiem, że ten mecz jest dla ciebie bardzo ważny Janku i twoim kolegom będzie trudno wygrać z utytułowaną drużyną Białych, dlatego chcę żebyś pojechał na ten mecz i pomógł Niebieskim. - Dobrze mamo, szybko pobiegnę do apteki i pojadę na mecz, a ty sobie spokojnie leż i odpoczywaj.

Tymczasem Biali dotarli na miejsce. Rodzice Niebieskich powitali ich z uśmiechami i wskazali drogę do szatni. Za chwilę zaczną rozgrzewkę. W szatni Niebieskich byli już prawie wszyscy, trener liczył zawodników i co chwilę spoglądał w stronę drzwi, z nadzieją że pojawi się w nich Janek.

- Proszę mamo, oto twoje lekarstwo - powiedział Janek. - Obiecuję, że zaraz po meczu szybko przyjadę do domu i zrobię ci coś do jedzenia. Chłopiec wsiadł na rower i z prędkością wiatru pojechał w stronę klubu.

Do meczu zostało kilka minut, oba zespoły kończyły rozgrzewkę. Biali byli tak pewni siebie, że trener postanowił przekornie rozpocząć spotkanie, wystawiając rezerwowych. Niebiescy nie widząc na boisku swojego najlepszego zawodnika Janka, z minuty na minutę stresowali się coraz bardziej. Proste zagrania, które na treningach opanowali do perfekcji nie wychodziły dziś tak dobrze. - Jestem! - krzyknął z daleka Janek, rzucając rower nieopodal boiska. Wpadł na nie niczym huragan. - -Przepraszam panie trenerze, ja musiałem na chwilę jeszcze do apteki... - Dobrze Janku, najważniejsze, że udało ci się dojechać. Zaczynamy mecz.

Rozległ się dźwięk pierwszego gwizdka i nareszcie doszło do historycznego starcia drużyn Białych i Niebieskich. Zawodnicy obu drużyn, od pierwszych minut bardzo chcieli zdobyć gola. Niebiescy już w na samym początku, dzięki pięknej akcji Janka prawie wyszli na prowadzenie, niestety piłka poszybowała nad poprzeczką. Biali zwarli szeregi i zmotywowani krzykami trenera zaczęli podkreślać swoją przewagę. Gol!!! 1-0 dla Białych! 
Chłopcy podbiegli do siebie i przybili piątki. Niebiescy się nie poddawali, wiedzieli że nie takie mecze już wygrywali. Niestety dominacja Białych stawała się coraz bardziej wyraźna. Janek naprawdę bardzo się starał, niestety koledzy z jego drużyny nie byli w stanie dorównać dużo mocniejszym przeciwnikom. 2-0, 3-0, 4-0, 5-0. Na twarzach Niebieskich pojawiało się coraz większe zniechęcenie i smutek. Janek motywował kolegów jak mógł, dryblował między Białymi i nawet najlepszemu obrońcy rywali założył efektowne sito. Gol! 5:1! Piękny gol Janka! Niebiescy oszaleli z radości! to było coś wspaniałego. Trener Białych zmarszczył czoło i powiedział - dobra, koniec zabawy. Na boisko weszli najmocniejsi zawodnicy. 6:1, 7:1, 8:1, 9:1, 10:1.... 18:1. To był pogrom, Niebiescy zeszli do szatni ze łzami w oczach, nie skorzystali nawet z zaproszenia rodziców na pyszne ciasto i ciepłą herbatę.

- Jak poszło Janku? - dobrze, ale ja już chyba nie chcę grać w piłkę mamo... Jak to? Przecież kochasz grać w piłkę? Wiem mamo, ale ja chyba nie dam rady...


O czym jest ta "bajka"? Czy to na pewno bajka? Ilu zawodników postanowiło zrezygnować z piłki, bo ktoś miał chore ambicje wygrać sparing 20 do 0? Wiem, że niby w piłce wytrwają "najsilniejsi", ale wiem też, że wystarczy odrobina rozsądku, a jest szansa, że niejeden chłopiec uwierzy w siebie i zagra kiedyś w Biało-Czerwonych barwach.

[ŁO, tata piłkarzy], fot. Pixabay

Publikowanie komentarza

Wpisz szukane słowo i wciśnij Enter