sobota, 30 czerwca 2018

Grać jak reprezentacja?

Nie mogę przestać myśleć o ostatnich minutach meczu z Japonią na Mundialu. W końcówce spotkania zobaczyłem wszystko to, czego w piłce nie chcemy oglądać, a że był to mecz na mistrzostwach świata, o honor tylko spotęgowało negatywny przekaz. 
Zacznę od tego, że nie jestem "kibicem sukcesu", jestem ostatnią osobą, które zabiera się za krytykowanie piłkarzy, bo w przeciwieństwie do niektórych internetowych "kanapowych specjalistów", szanuję pracę jaką trzeba włożyć, żeby coś w sporcie osiągnąć. Uważam, że dawno nie mieliśmy tak fajnej kadry. Nasi piłkarze grają w ciekawych klubach, niektórzy nawet w bardziej ciekawych jak Bayern Monachium, czy Juventus. Wiem, że część z nich jest już na schyłku piłkarskiej przygody, część dopiero zaczyna poważną piłkę, część wchodzi z ławki, a część walczy z kontuzjami. Wiem też, że nie bardzo widać na horyzoncie następców. Mimo wszystko mamy kadrę, z której możemy być dumni, mimo porażki na mundialu. Jestem w stanie zrozumieć, że przez zbieg rozmaitych okoliczności dwa pierwsze mecze nie poszły po naszej myśli. Odstawaliśmy fizycznie od rywali, a jak już to wiele osób podkreśliło, suma jakości piłkarskiej drużyny, przemawiała na korzyść rywali. Bardzo ucieszyłem się z przebudzenia Biało-Czerwonych w meczu o honor z Japonią. Po grze piłkarzy było widać, że chcą sprawić radość kibicom i pokazać serce do walki. Faktycznie przez 80 minut wyglądało to całkiem przyzwoicie.

Niestety ta końcówka... Co to było? Ja rozumiem wszystko. Rozumiem presję polskich kibiców i mediów na wgraną chociaż w meczu o honor, rozumiem chęć rehabilitacji po dwóch poprzednich meczach, rozumiem naprawdę wiele, ale nie mogę pojąć braku chęci podjęcia walki i pokazania serca na boisku do końca. Człowiek w takich chwilach wyobraża sobie co by zrobił, jak by się wyłamał z tego dziwnego schematu i pobiegł odebrać piłkę rywalowi za wszelką cenę. Naprawdę bym wolał przegrać ten mecz niż brać udział w tej nieszczęsnej końcówce. Nie rozumiem tej parodii z udawaną kontuzją Grosika na prośbę trenera Nawałki i próbą wejścia Kuby, którego BARDZO szanuję na ostatnią minutę doliczonego czasu. Po co? Dla statystyk?

Dzień przed spotkaniem z Japonią, żona opowiadała mi o meczu Niemców, którzy także odpadli, ale zagrali do końca i postawili wszystko na jedną kartę, za co zapłacili stratą jeszcze jednej bramki. Mimo wszystko, w mojej opinii zasłużyli na szacunek taką postawą, choć do domu wrócili jako mistrzowie świata, którzy nie wyszli z grupy.

Od zawsze powtarzam synowi, że nikt nie będzie miał do niego pretensji jeśli przegra mecz po walce, że mecz można przegrać nawet wysoko, ale honorowo. Można byś słabszym piłkarsko, ale trzeba walczyć, bo sport to walka ze sobą, ze swoimi słabościami. Cieszę się, że w dniu meczu młody poszedł sobie pograć na orlika i nie oglądał ze mną końcówki meczu Polska - Japonia. Zobaczyłby coś zupełnie przeciwnego, niż staram się go nauczyć. Ja nie krytykuję nikogo za ten mecz, naprawdę. Jest mi po prostu smutno, że do czegoś takiego doszło. Mimo wszystko nadal wierzę w tę drużynę, wiem, że są w stanie się odbudować i jeszcze nie raz dać nam sporo pozytywnych emocji i wzruszeń. Życzę im tego z całego serca.

[ŁO, tata piłkarza], fot. tata piłkarza z meczu Polska - Kazachstan w Warszawie.

Publikowanie komentarza

Wpisz szukane słowo i wciśnij Enter